<

Pozycjonowanie stron www i SEO / SEM

Zdobyte doświadczenie i nowoczesne rozwiązanie.» Pozycjonowania Państwa działalnością, Państwa podstron, użytkowania.

Rejestruj się też Google (Larry Page i Sergey Brin) rozwiązaniach Link Vault i korzystywanie jedno najtrudniejszej wyszukiwarki oraz wartościowe.

* opieka nad WWW: 128

Atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie

Atak terrorystyczny w Biesłanie
Atak terrorystyczny w Biesłanie
Zdjęcia osób, które straciły życie podczas ataku
Kraj  Rosja
Miejsce Biesłan, Północna Osetia
Data 1 - 3 września 2004
Zabici 385
Ranni ponad 785
Typ ataku Wzięcie zakładników
Sprawca 33-osobowe czeczeńskie komando terrorystyczne
Commons Multimedia w Wikimedia Commons
Ataki terrorystyczne w Rosji

1995: Budionnowsk
1996: Kizlar
1999: WładykaukazMoskwa
2002: KaspijskDubrowkaGrozny
2003: ZnamienskojeStrawopolMoskwa
2004: MoskwaMoskwaBiesłan
2008: Władykaukaz
2009: NazrańNewski Ekspres
2010: MoskwaKizlarGrozny
2011: Domodiedowo
Pogrubiono zamachy z liczbą ofiar +50

1 września 2004, pierwszego dnia roku szkolnego, szkoła w Biesłanie, w Północnej Osetii w Rosji była opanowana przez grupę uzbrojonych terrorystów należących do sił czeczeńskiego dowódcy polowego Szamila Basajewa. Teren szkoły stał się otoczony przez wojska armii rosyjskiej oraz jednostki sił specjalnych. Prowadzono negocjacje z napastnikami, po dwóch dniach, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn, nastąpił szturm wojsk rosyjskich.

Wedle rzecznika prasowego władz Osetii Północnej zginęło ok. 400 osób, w tym około 171 dzieci, około dwustu osób uznano za zaginione, a ok. 700 było rannych, z czego 450 osób trafiło do szpitali (70 w stanie ciężkim). Zginęło też 32 napastników. Wedle oświadczenia prezydenta Władimira Putina w ataku zginęło 11 żołnierzy służb specjalnych, a kilkudziesięciu było rannych.

Przebieg ataku

1 września

O 9:30 czasu lokalnego (7:30 w Polsce), 1 września, pierwszego dnia roku szkolnego, grupa trzydziestu trzech uzbrojonych mężczyzn oraz kobiet przyjechała pod szkołę w skradzionej ciężarówce wojskowej Gaz-66 oraz zaatakowała Szkołę nr 1 w Biesłanie, do której chodzą dzieci w wieku od siedmiu do osiemnastu lat. Przeważajaca ilość atakujących nosiła kominiarki, zaś niektórzy z nich posiadali na sobie pasy z materiałami wybuchowymi (tzw. pasy szahida). Po wymianie ognia z milicją, podczas której pięciu z nich zginęło, napastnicy opanowali budynek szkoły, biorąc około 1181 zakładników, z czego przeważajaca ilość miała poniżej 18 lat. W momencie ataku, w powstałym zamieszaniu, około pięćdziesięcioro z nich uciekło.

Od początku istniały wątpliwości, ilu zakładników pozostało w środku. Rząd twierdził, że jest ich tylko niewiele ponad 350, inne źródła podawały liczby nawet do 1500. Z wnętrza budynku słychać było później strzały, wedle poniektórych mające na celu zastraszenie rosyjskich sił specjalnych. Później ustalono, że pierwszego dnia napastnicy zabili dwudziestu dorosłych zakładników płci męskiej w szkolnym korytarzu. Ich ciała zostały później wyrzucone przez okno. Jedna z porywaczek zdetonowała, prawdopodobnie przypadkiem, noszony pas z materiałami wybuchowymi - zabijając siebie, być może drugą porywaczkę, innego porywacza oraz kilku zakładników.

Szkoła była wkrótce otoczona kordonem milicji, armii, Specnazu, jednostki specjalnej Alfa oraz OMON-u, specjalnej formacji rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Napastnicy wkrótce przemieścili zakładników na salę gimnastyczną oraz zaminowali budynek (agencja ITAR-TASS doniosła, że materiały wybuchowe oraz cząstka broni zostały tam wniesione jeszcze w czasie lipcowych prac remontowych przed rokiem szkolnym). Aby zapobiec dalszym próbom odbicia zakładników, zagrozili, że zabiją pięćdziesięciu z nich za każdego bojownika zabitego przez milicję oraz dwudziestu za każdego rannego. Rząd rosyjski zapowiedział, że na razie nie użyje siły do uwolnienia zakładników.

Na prośbę Rosji, wieczorem 1 września zwołana była narada Rady Bezpieczeństwa ONZ, której uczestnicy zażądali natychmiastowego oraz bezwarunkowego zwolnienia wszystkich zakładników. Prezydent USA George W. Bush zaoferował podobno Rosji "wsparcie w dowolnej formie" w sprawie kryzysu w Biesłanie.

2 września

2 września 2004, negocjacje wskazanego przez terrorystów doktora Leonida Roszala nie odniosły skutku. Napastnicy nie pozwolili na przyniesienie wody, jedzenia oraz leków dla zakładników ani na wyniesienie ze szkoły ciał zabitych. Warunki w szkole pogorszyły się. Wiele dzieci zdjęło koszule oraz inne części ubrania ze względu na panującą w szkole duchotę.

Wieczorem dwadzieścia sześć kobiet oraz niemowląt było zwolnionych po negocjacjach z byłym prezydentem Inguszetii Rusłanem Auszewem. Jedna z matek musiała wybierać pomiędzy dwojgiem swoich dzieci oraz zostawić jedno z nich w szkole. Około 15:30 w przeciągu dziesięciu minut nastąpiły dwie eksplozje. Ustalono później, że były to strzały z granatników oddane przez napastników w siły specjalne, mające na celu utrzymanie ich z dala od szkoły.

3 września

Plan szkoły z początkowym rozmieszczeniem rosyjskich sił specjalnych. Pojazd wysłano po ciała zakładników zabitych na początku oblężenia

Po południu 3 września, napastnicy zgodzili się na usunięcie ciał z terenu szkoły przez ratowników. Kilka minut po tym, jak zespół mający usunąć ciała wkroczył do szkoły, około 13:04, napastnicy otworzyli ogień oraz nastąpiły dwie kolejne eksplozje. Dwóch z ratowników zginęło, pozostali uciekli przed ostrzałem. Kilka minut później grupie około trzydziestu zakładników udało się uciec z terenu szkoły, ale zostali oni ostrzelani przez napastników. Pewni ludzie z uciekinierów zostali ranni.

Asłanbek Asłachanow, doradca prezydenta Putina, oświadczył później, że przyczyną ostrzału oraz następującego po nim szturmu była spontaniczna eksplozja. Wedle rządowej wersji oficjalnej, jedna z bomb była źle przyklejona taśmą oraz spadła, co było przyczyną wybuchu.

Wedle sprzecznego z powyższym zeznania anonimowego pracownika Ministerstwa Sytuacji Wyjątkowych, strzelanina zaczęła się po tym, jak ich ciężarówka przyjechała po odbiór ciał. Nie był pewien, czy jako pierwsi strzelać zaczęli uzbrojeni ojcowie zakładników, czy okupujący szkołę napastnicy. Zarówno on, jak oraz dziennikarze słyszeli strzały z broni maszynowej przed wybuchami.

Rusłan Auszew powiedział dziennikowi Nowajej Gaziety, że pierwszy wybuch spowodowany stał się przypadkiem przez jednego z napastników. W rezultacie uzbrojeni cywile, wśród nich ojcowie zakładników, zaczęli strzelać. W tym momencie nie strzelali jeszcze ani napastnicy, ani rosyjskie siły specjalne. Ostrzał sprawił jednak, że napastnicy stwierdzili, iż zaczął się szturm na szkołę, mimo zapewnień negocjatorów, że tak nie jest. Napastnicy oświadczyli wtedy ponoć, że zaczną detonować bomby, co wedle Auszewa było przyczyną wydania rozkazu do szturmu.

Wg pół-oficjalnych śledztw (odpowiednio parlamentu osetyjskiego oraz członków Dumy Państwowej) oraz sprzecznych zeznań zakładników, pierwszy wybuch spowodowany mógł być przez trafienie przez snajpera porywacza stojącego na detonatorze, albo przez pocisk rakietowy wystrzelony z dachu jednego z bloków mieszkalnych po drugiej stronie ulicy.

Wydaje się, że wtedy siły specjalne rozpoczęły szturm na szkołę. Wywiązała się długotrwała strzelanina, podczas której komandosi z oddziałów specjalnych próbowali dostać się do szkoły oraz umożliwić zakładnikom ucieczkę. nieoczekiwanie sił specjalnych w szturmie użyto regularnej armii, oddziałów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz wojskowych śmigłowców (w tym Mi-24 oraz Mi-8) oraz przynajmniej jednego czołgu. Do walki włączyło się także wielu miejscowych cywili. Bardzo prawdopodobne jest, że przynajmniej niektórzy z zabitych zginęli przypadkiem od strzałów własnych oddziałów.

W lipcu 2005 roku zastępca prokuratora generalnego Rosji Nikołaj Szepel przyznał, że "Specnaz strzelał w czasie ataku z miotaczy Trzmiel", zaraz jednak dodał, że "pociski nie były zapalające" oraz nie mogły spowodować pożaru (istnieją także pociski dymne RPO-D do miotaczy ognia "Trzmiel). Wersji tej przeczą zeznania dzieci-zakładników, przedstawione we wrześniu 2005 podczas procesu Nur-Paszy Kułajewa.

Wedle Rosjan napastnicy zdetonowali kolejne ładunki wybuchowe, całkowicie niszcząc salę gimnastyczną oraz podpalając dużą cząstka budynku, zaś wedle Basajewa zrobiły to oddziały rosyjskie. Siły specjalne robiły dziury w ścianach budynku, aby pomóc zakładnikom w ucieczce. Około 15:00 - dwie godziny po rozpoczęciu szturmu - rosyjskie siły specjalne oświadczyły, że opanowały szkołę. Do wieczora jednak trwały walki na jej terenie, jako że trzej z napastników skryli się w piwnicach szkoły z częścią zakładników. Ostatecznie, zarówno trzej porywacze, jak oraz zakładnicy, zginęli.

Oficjalna liczba zabitych
Zakładnicy 334
Policjanci oraz cywile 8
Ratownicy 2
Komandosi 11
Porywacze 31
W sumie 386
-
Szacunkowa liczba rannych
Komandosi 30
Inne osoby 700
W sumie 730

Podczas walk grupa napastników (trzynastu wedle oficjalnych informacji) przedarła się przez wojskowy kordon oraz schroniła w okolicy. Wśród nich były ponoć dwie kobiety, które próbowały wtopić się w tłum w przebraniu pielęgniarek. Część z nich była przepuszczona przez kordon, albowiem podawali się za krewnych zakładników. Kilku z nich schroniło się w dwupiętrowym budynku mieszkalnym w odległości 40 metrów od sali gimnastycznej. Nie wiadomo, czy posiadali zakładników. Budynek stał się zniszczony przez czołgi oraz miotacze ognia 3 września o godzinie 23:00.

Siergiej Fridinski, zastępca prokuratora generalnego, oświadczył, że 31 z 32 porywaczy było zabitych, zaś jeden z nich stał się schwytany. Jeden z rannych napastników stał się zabity przez ojców zakładników podczas transportu do szpitala.

Wedle oficjalnych danych zginęło przynajmniej 339 ludzi, w tym 156 dzieci, zaś 700 (głównie dzieci) jest rannych. Wedle poniektórych europejskich dziennikarzy, ostateczna liczba ofiar może przekroczyć 400, jako że 176 ludzi uznano za zaginionych. Rząd rosyjski spotkał się z krytyką mieszkańców Biesłanu, którzy po kilku dniach od ataku wciąż nie wiedzieli, czy ich dzieci żyją, czy nie.

Podczas operacji zginęło 11 żołnierzy oddziałów specjalnych "Alfa" oraz "Wympieł", w tym dowódca "Alfy", a 30 żołnierzy było rannych.

5 września - 7 września

Pogrzebane zostały pierwsze ofiary ataku w Biesłanie. Pochowano 18 z zabitych podczas ataku.

Prezydent Rosji Władimir Putin wydał 6 oraz 7 września dwudniową żałobę narodową. 7 września 135 000 ludzi uczestniczyło w demonstracji przeciwko terroryzmowi na Placu Czerwonym w Moskwie. Zagraniczne media stwierdziły jednak, że demonstracja ta nie miała charakteru spontanicznego protestu, a była zorganizowanym wiecem poparcia dla rządów Putina przypominająca komunistyczne pochody pierwszomajowe. Świadczył o tym fakt dokładnego dobierania demonstrantów (których m.in. dowożono autobusami na Plac Czerwony), jak oraz cenzurowania haseł na transparentach. Odwołano też wcześniej zaplanowane spotkanie w Niemczech prezydenta Putina z niemieckim kanclerzem Gerhardem Schröderem – przypuszczano, że ze względu na obawy Putina, iż ze strony Niemców oraz kanclerza będzie krytykowany za reakcje rządu rosyjskiego na kryzys w Biesłanie.

Tożsamość napastników

17 września 2004 roku Szamil Basajew oświadczył, że to on zorganizował zamach. Wśród napastników było 12 Czeczenów, 2 Czeczenki, 9 Inguszy, 3 Rosjan, 2 Arabów, 2 Osetyjczyków, 1 Tatar, 1 Kabardyńczyk oraz 1 Guran. Część źródeł łączy z atakiem Magomieda Jewłojewa, inguskiego zastępcę Basajewa. Przywódca powstania czeczeńskiego Asłan Maschadow potępił atak oraz oświadczył, że jego siły nie brały w nim udziału.

Tożsamość większości napastników nie jest znana. Znaleziono ciała 30 spośród 33 napastników - dwóch prawdopodobnie zbiegło, zaś jeden stał się schwytany. Schwytano też, jak donoszą media, dwie osoby współpracujące z napastnikami. Schwytany napastnik to 24-letni Czeczen Nur-Pasza Kułajew. Wedle oficjalnych informacji, Kułajew zeznał, że oddziałem dowodzili człowiek używający pseudonimu "Pułkownik" oraz Anatolij Chodorow, podejrzewany o udział w zamachu na pociąg Moskwa-Władykaukaz 15 maja 2004. Wedle Kułajewa, "Pułkownik" zastrzelił jednego z członków oddziału, który był przeciwny porywaniu dzieci. Proces Kułajewa toczący się od lata 2005 we Władykaukazie ujawnił wiele nowych szczegółów na temat ataku.

Tożsamość "Pułkownika" jest kwestią sporną. Wedle informacji oficjalnych jego zwłoki zidentyfikowano jako Rusłana Choczubarowa. Dane te pokrywają się ze wcześniejszymi doniesieniami poniektórych mediów. Sprzeczne są jednak z oświadczeniem Basajewa, wedle którego grupą dowodził "pułkownik Orstchojew". Na temat Orstchojewa nie ma żadnych danych, natomiast Choczubarow nie był z kolei dotychczas znany jako czeczeński bojownik.

Z uwagi na z obecnością Arabów, rosyjski rząd podał, że komando było powiązane z Al-Kaidą. Basajew zdecydowanie temu zaprzeczył. Oświadczył, że nie ma powiązań z Al-Kaidą, a jego celem jest zaledwie Rosja. Rosjanie twierdzą również, że w organizacji ataku z Basajewem współpracował też Maschadow, który jednak zdecydowanie się od niego odciął.

Relacje zakładników podkreślają okrucieństwo napastników, którzy już w pierwszych godzinach zamordowali wiele osób oraz dopuszczali się licznych aktów udręczania uwięzionych (stłoczenie w sali gimnastycznej, odmawianie wody, jedzenia oraz lekarstw, zastraszanie egzekucjami w razie sprzeciwu, zmuszanie do stania na stosach książek pod groźbą wybuchu granatu albo do wielogodzinnego siedzenia na parapetach okien). Wedle oficjalnych źródeł podczas ataku sił specjalnych napastnicy strzelali uciekającym uczniom w plecy, prawdopodobnie chcąc zabić jak najwięcej zakładników, choć wedle Basajewa jego ludzie nie strzelali do dzieci.

Kryzys w Biesłanie nastąpił po tygodniu zamachów, do których także przyznał się Basajew: eksplozji bomby na stacji metra w Moskwie (10 zabitych) oraz zamachach na dwa startujące z Moskwy samoloty pasażerskie, w których zginęło 89 osób.

Żądania oraz cele napastników

Wedle przekazywanych w różny sposób informacji napastnicy domagali się:

  • zwolnienia rebeliantów schwytanych podczas ataku na Inguszetię 21-22 czerwca 2004 r.
  • wycofania wojsk federalnych z Czeczenii
  • bezpośrednich negocjacji z prezydentami Północnej Osetii oraz Inguszetii
  • niepodległości Czeczenii

W późniejszym okresie pojawiły się też informacje, że 3 września był gotowy do przybycia do Biesłanu separatystyczny prezydent Czeczenii Maschadow, czemu w sytuacji bezprecedensowego dotychczas zdarzenia z tak masowym udziałem dzieci nie był przeciwny prezydent Putin, co miało doprowadzić do uznania Maschadowa. Szturm oraz krwawe zakończenie kryzysu taką możliwość – o ile miała miejsce – uczyniło bezprzedmiotową.

Wewnętrzne reperkusje kryzysu

Matka jednej z ofiar ataku nad grobem córki w Biesłanie

Zdaniem poniektórych ekspertów nieudana próba uratowania życia zakładników mogła posiadać ogromne skutki dla administracji Władimira Putina. Pomimo wcześniejszych obietnic pokojowego rozwiązania kryzysu, rosyjskie siły specjalne zostały zmuszone do rozwiązania siłowego, nie zabezpieczając jednak otoczenia (obecność tysięcy cywilów - rodzin dzieci, którzy siłą rzeczy przeszkadzali w prowadzeniu akcji oraz których cząstka rzuciła się na ratunek dzieciom w chwili wybuchu strzelaniny), nie blokując ucieczki części napastników oraz nie potrafiąc dostarczyć spójnego opisu wydarzeń mediom. Rosyjski rząd tłumaczy się, że napastnicy pierwsi otworzyli ogień, zmuszając siły bezpieczeństwa do działania, aby ratować zakładników. Byłaby to więc w większej mierze akcja ratunkowa, a nie zorganizowana akcja antyterrorystyczna. Wedle Basajewa jest to kłamstwo - twierdzi on, że szturm nie stał się sprowokowany przez napastników.

Przeważajaca ilość ekspertów zajmujących się antyterroryzmem ocenia działania rosyjskich służb jako nieprofesjonalne oraz źle zorganizowane, pomimo wystarczająco długiego czasu na przygotowania. Podkreśla się, że władze nie wyciągnęły wniosków z tragicznych wydarzeń w teatrze na Dubrowce – dotyczących zarówno operacji bojowej, jak oraz należytej opieki medycznej dla uwolnionych zakładników.

Z operacją w Biesłanie (jak oraz wcześniej na Dubrowce) związana była natężona akcja dezinformacyjna. Informacje o ataku podano w mediach rosyjskich z kilkunastogodzinnym opóźnieniem, od początku do końca zaniżano liczbę zakładników, a później ofiar. Media rosyjskie konsekwentnie twierdziły także, że napastnicy nie przedstawili żadnych żądań. Nie wyjaśniono także skąd w pełnej wojska oraz milicji republice pojawiły się samochody ciężarowe z bronią oraz uzbrojonymi napastnikami. Wedle wersji Basajewa rosyjskie służby specjalne wiedziały o planowanym ataku od wprowadzonego w otoczenie Basajewa agenta, który jednak przeszedł na stronę bojowników. Rosjanie spodziewali się, że atak nastąpi w Nazraniu, gdzie przygotowano zasadzkę. Atak w bliższym Biesłaniu był dla nich zaskoczeniem. Wersja ta była przedstawiona we wrześniu 2005 na łamach portalu Kavkaz Center.

Polski specjalista od szkolenia jednostek antyterrorystycznych, Marcin Kossek, podkreślił, że nawet profesjonalnym działaniom bojowym rosyjskich jednostek specjalnych (np. Alfa) towarzyszy zwykle chaos logistyczny, czego dowodem była najpierw niepotrzebna śmierć zakładników uwolnionych na Dubrowce, którym nie zapewniono na czas należnej opieki medycznej, a aktualnie niedobór zorganizowanej opieki dla ofiar ataku na szkołę w Biesłanie, którą musiały w znacznej mierze zastąpić spontaniczne działania cywilów, przewożących rannych prywatnymi samochodami do szpitali.

Dwójka reporterów znanych z krytyki rządu nie dotarła do Biesłanu. Andriej Babicki, dziennikarz z rosyjskiego oddziału Radia Wolna Europa stał się zatrzymany pod zarzutem konfliktu z ochroną na moskiewskim lotnisku Wnukowo oraz skazany na pięć dni aresztu. Anna Politkowskaja z dziennika "Nowaja Gazeta" zapadła w śpiączkę podczas lotu samolotem. Istnieją obawy, że oba te incydenty spowodowane zostały przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa w celu uniemożliwienia im dotarcia na miejsce ataku.

Lokalnym pracownikom służby zdrowia odebrano telefony komórkowe oraz zabroniono opuszczać szpitale, prawdopodobnie aby zapobiec szerzeniu się paniki. Wedle doniesień minister spraw wewnętrznych Północnej Osetii podał się do dymisji.

Do ustąpienia ze stanowiska redaktora naczelnego gazety Izwiestia zmuszony stał się przez jej właścicieli Raf Szakirow. 4 września "Izwiestia" opublikowała zdjęcia rannych oraz zabitych zakładników oraz wyraziła wątpliwość w oficjalną wersję wydarzeń.

Zwiększono środki bezpieczeństwa w rosyjskich miastach, a równocześnie oczekiwano wybuchu społecznych nastrojów antyczeczeńskich oraz antykaukaskich, których ostatecznie nie zanotowano.

Prezydent Putin po ataku w Biesłanie zapowiedział szereg reform. Wedle jego planu, gubernatorzy rosyjskich okręgów, aktualnie wyłaniani w bezpośrednich wyborach, będą wyznaczani przez prezydenta. System wyborów do Dumy także ma zostać zmieniony. Przywrócona zostanie kara śmierci oraz wzmocniony zostanie system bezpieczeństwa. Plany reform spotkały się z krytyką Stanów Zjednoczonych oraz krajów europejskich, a także rosyjskich liberałów. Wedle krytyków prezydenta, Putin próbuje wykorzystać zamach w Biesłanie do wzmocnienia swojej osobistej władzy.

Sprawdź też

informacje | torebki damskie | Zaburzenia psychiczne? Psychiatra Szczecin do Twojej dyspozycji! | Katalog Wyspa | zbiór stron